Archive for Marzec 2009

legendarny Marvin Pontiac

Marzec 25, 2009

marvinThe Legendary Marvin Pontiac – Greatest Hits (1999). Płyta wpadła mi w rękę ze trzy miesiące temu gdy przeglądałem płytotekę mojego taty. Zaintrygowała mnie okładka, zaciekawiła owa „legendarność” postaci, o której wcześniej nie słyszałem.

Jako że przed włożeniem płyty do odtwarzacza mam zwyczaj studiowania okładki,  dowiedziałem się że Marvin Pontiac zginął w wypadku samochodowym w 1977 roku podczas pobytu w szpitalu psychiatrycznym, a fotografie muzyka znajdujące się w książeczce zostały wykonane z ukrycia przez innego pacjenta Esmeralda State Mental Institution, niejakiego Nehpetsa Notrota. Z ukrycia, bo Pontiac podtrzymywał plemienną wiarę w to, że gdy robi się komuś zdjęcie, dusza człowieka zostaje ukradziona i przenosi się na fotografię.

Na stronie internetowej wytwórni Strange & Beautiful można zaznajomić się z biografią Marvina Pontiaca. W skrócie – urodzony w roku 1932, jeden z najbardziej „enigmatycznych geniuszy współczesnej muzyki”, syn Malijczyka i Żydówki z Nowego Jorku, do 15-go roku zycia mieszkał w Mali, potem przeniósł się do Ameryki. Nauczył się grać na harmonijce ustnej w latach młodzieńczych, pracował jako hydraulik, prawdopodobnie brał udział w napadzie na bank w 1950 roku, nie chciał nagrywac swoich płyt dopóki właściciel wytwórni nie odwiedził jego domu w Slidell. Są doniesienia, że Jackson Pollock słuchał tylko Pontiaca gdy malował swoje obrazy techniką drippingu. W roku 1970 Pontiac został, jak twierdził, porwany przez kosmitów. Po tym doświadczeniu porzucił muzykę i skupił się na kontaktach z obcymi. Aresztowany za jazdę na rowerze nago, ostatnie lata swojego życia spędził w szpitalu psychiatrycznym.

Płyta składa się z oryginalnych, unikalnych ścieżek nagranych przez Pontiaca na różnych instrumentach (między innymi harmonijka ustna, gitara, klawisze, sitar, banjo) i dogranych przez współczesnych muzyków partii. Zagadką pozostaje śpiew – nazwisko wokalisty nie zostaje wymienione w spisie biorących udział w sesji. Ale brzmi znajomo…

Cała postać Marvina Pontiaca okazała się, jak się dowiedziałem szperając w sieci, kreacją artystyczną twórcy płyty – Johna Lurie (załozyciela The Lounge Lizards,  wytwórni Strange & Beautiful, saksofonisty, aktora znanego z filmów Jarmuscha, malarza).

A więc już wiadomo kto śpiewa (albo czasem – mówi). Pod względem muzycznym płyta waha się od hipnotycznego bluesa, czasem przypominającego malijską wersję tej muzyki w wykonaniu Ali Farka Toure, do klimatów w stylu Talking Heads. Najbardziej jednak słychać brzmienia a la Lounge Lizards (może w trochę mniej jazzowo-awangardowej a bardziej rockowo-awangardowej wersji) – w końcu sam John Lurie stworzył tę płytę. Są momenty oniryczne, jak „Small Car”, drugi utwór na płycie, gdzie do pulsującego i repetytywnego podkładu Lurie recytuje swój tekst.

Słuchanie tej płyty to prawdziwa muzyczna podróż przez różne kierunki, style, jakby skondensowane w jednej, magicznej postaci Marvina Pontiaca. Z jednej strony jest to płyta nowoczesna, na zasadzie oryginalnego łączenia elementów składowych, a z drugiej czuć w każdej sekundzie korzenie muzyki pod postacią starego ludowego bluesa. Płytę zdecydowanie polecam, bo ciężko sie od niej oderwać.

Reklamy

Samo Voo Voo

Marzec 25, 2009

samovoovoo

Od wydania najnowszej płyty Voo Voo trochę już czasu minęło. Ale może to dobrze, bo od tego momentu zdążyłem posłuchać nowej muzyki Waglewskiego juz wiele razy i mogę chyba sensowniej o niej teraz napisać. Zdążyłem też pójść na koncert, gdzie mogłem usłyszeć nowe utwory na żywo.

Pierwsze wrażenie było takie, że nie bardzo mi się podoba. Szczególnie singiel – „Leszek mi mówił”. Takie proste, wesołkowate bigbitowe granie bez jakichś szczególnych emocji. Fajnie, bo to przecież Voo Voo, które nieustannie trzyma klasę, ale bez porywów.

W istocie płyta stanowi po częsci powrót do grania prostszego, rockowego, bigbitowego właśnie. Więcej tu chwytliwych riffów niż rozbudowanych harmonii. Jednoczesnie dalej pojawiają się okołojazzowe motywy i improwizacje charakterystyczne dla wcześniejszych płyt zespołu, takich jak choćby „XX”, co słychać nie tylko w grze Mateusza Pospieszalskiego. Nawiązania do muzyki etnicznej występują tu rzadziej, ale są. Na przykład w utworze „To ładnie wychodzi”, w jego dalszej części.

Po kilku przesłuchaniach okazuje się że „Samo Voo Voo” broni się znakomicie. To ciągle ten sam zespół, który od dwóch dekad ma swój unikalny styl, a jednocześnie każda płyta przynosi coś nowego. Słucha się bardzo miło a pierwsze nieco ambiwalentne wrażenie ustępuje miejsca całkowitej akceptacji albumu i pochłonięciu się nowymi piosenkami.

W warstwie tekstowej Wojtek Waglewski niezmiennie dalej snuje swoje trochę gorzkie a trochę słodkie opowieści egzystencjalne w swoim dawno już wypracowanym osobistym, ironicznym, zdystansowanym tonie.

No i oczywiście nowe utwory najlepiej brzmią na koncercie – wtedy zespół traktując je jak jazzowe standardy swobodniej podchodzi do ich dosyć zdyscyplinowanej struktury, co jest okazją do wyrażenia ogromnej energii drzemiącej w dojrzałych już panach z Voo Voo.

Limbo

Marzec 25, 2009

Zespół poznałem kilka miesięcy temu, po tym jak znalazłem się na solowym występie Michała Augustyniaka (lidera Limbo) w krakowskim Lokatorze. Muzyka nieprzeciętna pod każdym względem. I łatwa i trudna – pozwala się nią cieszyć zarówno odbiorcy niewyedukowanemu muzycznie jak i wyedukowanemu. Oprócz świetnych kompozycji, na koncertach można podziwiać sprawność instrumentalną, warsztat zespołu. A dziewczyny mogą patrzeć na ładnych muzyków – dla każdego coś miłego. Limbo wykonuje piosenki po polsku, plasujące się gdzieś pomiędzy bluesowymi opowieściami, poezją śpiewaną, piosenką autorską. Muzyka jest prosta, ale zagrana z kunsztem – na gitarze, harmonijce ustnej, kontrabasie i bębnach. Tematem tekstów sa popularne motywy, takie jak: dusza, kochanki, miłość, życie. W repertuarze zespołu znajdują się także stare utwory bluesowe np. Roberta Johnsona, jednak są to wyraźnie autorskie interpretacje, jak choćby „If I had possesion over judgement day”.  Mało jest takich oryginalnych i charakterystycznych zespołów grających muzykę popularną w Polsce. I o Limbo powinni się dowiedzieć ci, którzy jeszcze o nich nie słyszeli.

http://www.limbo.com.pl/ – ze strony zespołu można ściągnąć kilka piosenek, a potem kupić debiutancką płytę.  Można też chodzić tłumnie na koncerty, bo zespół dosyć często koncertuje w nie tylko krakowskich knajpach.

Tylko dźwięki

Marzec 25, 2009

Zakładam ten blog z myślą o ulubionych płytach, wykonawcach, utworach, instrumentach, fragmentach. Zakładam ten blog mając na myśli „tylko dźwięki”. Tytuł zaczerpnąłem od Wojtka Waglewskiego, który na płycie XX w utworze „Niemowa” śpiewa właśnie: „Wszystkie wzloty i duszy wdzięki mogą oddać tylko dźwięki”.