Archive for Czerwiec 2009

o ludzkiej naturze

Czerwiec 26, 2009

michael jacksonW związku ze śmiercią Michaela Jacksona (1958-2009) przyszło mi do głowy napisać o wersji piosenki „Human Nature” w wykonaniu Milesa Davisa (1926 – 1991). Przy okazji niech ten post będzie takim „tribute” dla Króla Popu.

Piosenka „Human Nature” znalazła się na szóstym solowym albumie Jacksona, „Thriller”, wydanym w 1982 roku. Skomponowana przez Steve’a Porcaro i Johna Bettisa, jako ostatnia weszła na listę piosenek na płycie, wygrywając z „Carousel”, która ostatecznie nie znalazła się na albumie. Utwór jest zachowany w stylistyce miękkiego, balladowego R’n’B. Osiągnął spory sukces komercyjny – znalazł się na 7 miejscu listy Billboardu.

miles_davis_1W 1985 roku Miles Davis wydał album „You Are Under Arrest”, na którym zawarł swoją, instrumentalną interpretację utworu Jacksona. Grał również ten utwór na żywo, co można usłyszeć na składance koncertowej „Live Around The World” (wydana w 1996 r.). Miles generalnie bardzo często był krytykowany za wchodzenie w jazzowe kolaboracje z muzyką rockową w latach 80., a co dopiero z popem! Konserwatywni jazzmani nie byli w stanie zaakceptować takiej stylistyki.

Tak więc wielki M.J. kontra wielki M.D. :

Reklamy

piosenka o niebie

Czerwiec 17, 2009

Talking+Heads++1O niebie powstało masę tekstów, obrazów, dźwięków i innych wizji. Ale propozycja Talking Heads jest dosyć oryginalna na tle reszty.

Utwór „Heaven” zadebiutował na płycie „Fear of Music” wydanej przez amerykański zespół w 1979 roku.

W wizji Davida Byrne’a tytułowe niebo jest barem, do którego wszyscy chcą się dostać. W knajpie ulubiony zespół Byrne’a gra w kółko tę samą piosenkę, przez całą noc.

„Niebo to miejsce gdzie nigdy nic się nie dzieje” – tak brzmi refren. W drugiej zwrotce padają natomiast słowa: „Ciężko sobie wyobrazić że takie ‚zupełnie nic’ może być tak ekscytujące i fajne”. Niebo jest więc w wersji Gadających Głów bezcelowym i absurdalnym procesem powtarzającym się bez końca.

Wersja akustyczna, z koncertu „Stop Making Sense” z 1984 roku:

Kolonia: koncert, który prawie się nie odbył

Czerwiec 16, 2009

jarrett9Mowa będzie o absolutnej klasyce, wybitnym dziele, rzeczy powszechnie znanej słuchaczom szeroko pojętej muzyki jazzowej i improwizowanej: koncercie solowym Keitha Jarretta z Kolonii, z 1975 roku. Jarrett (ur. 1945) jest jednym z najwybitniejszych współczesnych pianistów jazzowych, a omawiany koncert został zarejestrowany w Operze Kolońskiej. Co ciekawe, było to pierwsze w historii wykonanie muzyki „nieklasycznej” w tej instytucji. „The Köln Concert” jest jednym z najlepiej sprzedających się nagrań w historii jazzu i najlepiej sprzedającą się płytą zawierającą koncert solowy (3,5 miliona sprzedanych egzemplarzy).

Koloński koncert o mały włos się nie odbył – Jarrett spóźnił się, przyszedł do opery głodny i niewyspany, na dodatek fortepian zamówiony przez niego nie przyjechał na czas. Keith odmówił początkowo grania na źle brzmiącym według niego instrumencie, który dostał w zastępstwie. Skrajne, najniższe i najwyższe rejestry brzmiały słabo. W ostatniej chwili zgodził się jednak zagrać. Być może ułomności fortepianu wpłynęły na styl i estetyczne wybory, jakich dokonał podczas swojej gry, która tego wieczora trwała ponad 66 minut.

Koncert początkowo nie miał być w ogóle nagrywany, jednak później zdecydowano ustawić mikrofony i zarejestrować go, choćby na użytek archiwum opery.

I tak powstało dzieło wybitne, magiczne, wyjątkowe, którego nie sposób określić słowami. Będące od początku do końca pełną improwizacją, w czterach częściach, nie posiadających tytułów. Ścieżki są jedynie oznaczone dla potrzeb wydawnictwa jako: „Part I”, „Part II A”, „Part II B” oraz „Part II C” (ostatnia część jest bisem).

Nie będę zagłębiał się w stronę formalną utworów,  bo robiono to już wiele razy. Wspomnę tylko, że muzyka na tym albumie pod względem harmonii polega na improwizowaniu na bazie dwóch lub nawet jednego akordu czy riffów powtarzanych i zapętlanych przez dłuższy czas. Tworzy to repetytywny i transowy puls, który jest bazą do poszukujących improwizacji na jego tle. Przez cały czas Jarrett intensywnie operuje dynamiką, czasem grając powoli, rubato, a czasem osiągając zapętlone, donośne momenty kulminacyjne.

Pod względem gatunkowym można tu znaleźć dosłownie wszystko. To nie jest wcale płyta tylko „jazzowa”. W zasadzie nie da się określić stylu.  Wspomniana „riffowość” powoduje skojarzenia z bluesem, rockiem, gospel. Całość jest liryczna, transowa, muzyka ma uduchowiony nastrój.

Pierwsze i kolejne 10 minut koncertu (resztę również można znaleźć na youtubie). Posłuchajcie:

scat

Czerwiec 9, 2009

Dziś będzie o „skacie”. W muzyce „scat” to sposób śpiewania, improwizowania (choć nie tylko) głosem, naśladujący brzmienie instrumentów muzycznych. Śpiewając scatem nie używa się słów, a jedynie dźwiękonaśladowczych sylab, wydobywanych na różnych wysokościach. Technika ta rozwijała się od początków XX wieku, a największą popularność zdobyła w mainstreamowym jazzie. Scat umożliwia wokalistce czy wokaliście swobodę analogiczną do improwizowania na np. instrumencie dętym, według tych samych zasad.

Mistrzynią scatu była wybitna amerykańska wokalistka jazzowa Ella Fitzgerald (1917-1996). Poniżej zamieszczam „One Note Samba” w wykonaniu Elli z 1969 roku. Utwór po prostu idealny jako egzemplifikacja:

Znany i lubiany standard jazzowy zapowiadający epokę swingu „It don’t mean a thing (If it ain’t got that swing)”, autorstwa Duke’a Ellingtona, również w wielu wykonaniach zawiera scat, na przykład w wersji Louisa Armstronga (1:51-1:55):

Dosyć często technika, o której mowa jest używana przez instrumentalistów jako zdublowanie dźwięków wydobywanych z instrumentu. Niestety na youtube nie ma za dużo nagrań Voo Voo, ale mogę podpowiedzieć że Wojtek Waglewski używa scatu w utworze „Odpływ”, na płycie „Trójdźwięki”, grając jednocześnie solo na gitarze w dalszej części utworu.

Chyba wszyscy pamiętamy połowę lat 90., kiedy to na dyskotekach szkolnych i kolonijnych królował pewien hit. John Paul Larkin (1942-1999), bo tak na prawdę nazywał się Scatman, intensywnie wykorzystał technikę scat w muzyce dance (wcześniej grywał jazz w klubach na pianinie). W 1994 roku nagrał on singiel „Scatman (Ski-Ba-Bop-Ba-Dop-Bop)”: