Kolonia: koncert, który prawie się nie odbył

jarrett9Mowa będzie o absolutnej klasyce, wybitnym dziele, rzeczy powszechnie znanej słuchaczom szeroko pojętej muzyki jazzowej i improwizowanej: koncercie solowym Keitha Jarretta z Kolonii, z 1975 roku. Jarrett (ur. 1945) jest jednym z najwybitniejszych współczesnych pianistów jazzowych, a omawiany koncert został zarejestrowany w Operze Kolońskiej. Co ciekawe, było to pierwsze w historii wykonanie muzyki „nieklasycznej” w tej instytucji. „The Köln Concert” jest jednym z najlepiej sprzedających się nagrań w historii jazzu i najlepiej sprzedającą się płytą zawierającą koncert solowy (3,5 miliona sprzedanych egzemplarzy).

Koloński koncert o mały włos się nie odbył – Jarrett spóźnił się, przyszedł do opery głodny i niewyspany, na dodatek fortepian zamówiony przez niego nie przyjechał na czas. Keith odmówił początkowo grania na źle brzmiącym według niego instrumencie, który dostał w zastępstwie. Skrajne, najniższe i najwyższe rejestry brzmiały słabo. W ostatniej chwili zgodził się jednak zagrać. Być może ułomności fortepianu wpłynęły na styl i estetyczne wybory, jakich dokonał podczas swojej gry, która tego wieczora trwała ponad 66 minut.

Koncert początkowo nie miał być w ogóle nagrywany, jednak później zdecydowano ustawić mikrofony i zarejestrować go, choćby na użytek archiwum opery.

I tak powstało dzieło wybitne, magiczne, wyjątkowe, którego nie sposób określić słowami. Będące od początku do końca pełną improwizacją, w czterach częściach, nie posiadających tytułów. Ścieżki są jedynie oznaczone dla potrzeb wydawnictwa jako: „Part I”, „Part II A”, „Part II B” oraz „Part II C” (ostatnia część jest bisem).

Nie będę zagłębiał się w stronę formalną utworów,  bo robiono to już wiele razy. Wspomnę tylko, że muzyka na tym albumie pod względem harmonii polega na improwizowaniu na bazie dwóch lub nawet jednego akordu czy riffów powtarzanych i zapętlanych przez dłuższy czas. Tworzy to repetytywny i transowy puls, który jest bazą do poszukujących improwizacji na jego tle. Przez cały czas Jarrett intensywnie operuje dynamiką, czasem grając powoli, rubato, a czasem osiągając zapętlone, donośne momenty kulminacyjne.

Pod względem gatunkowym można tu znaleźć dosłownie wszystko. To nie jest wcale płyta tylko „jazzowa”. W zasadzie nie da się określić stylu.  Wspomniana „riffowość” powoduje skojarzenia z bluesem, rockiem, gospel. Całość jest liryczna, transowa, muzyka ma uduchowiony nastrój.

Pierwsze i kolejne 10 minut koncertu (resztę również można znaleźć na youtubie). Posłuchajcie:

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d bloggers like this: