Archive for the ‘blues’ Category

nieznane u nas – MORIARTY

Czerwiec 19, 2011

Dziś o kapeli bardzo mało znanej w Polsce. Niewiele się o nich u nas pisze, nigdy też w Polsce nie grali. A zespół jest jak najbardziej wart bliższego przyjrzenia się. Moriarty to francusko-kanadyjska grupa wykonująca ładne, folkowe, akustyczne piosenki z aksamitnym kobiecym wokalem. Stare akustyczne gitary, trochę kowbojskich dźwięków slide, kontrabas, minimalistyczna perkusja, harmonijka ustna. Czasem inne instrumenty typu drumla, cymbały. Wszechogarniająca elegancja i szyk, klimat country. Zespół ma na koncie dwie płyty – wydaną w 2007 „Gee Whiz But This is a Lonesome Town” oraz najnowszą „The Missing Room” z tego roku (całość do odsłuchania na profilu moriarty.bandcamp.com. Niektórzy powiedzą: „nic nowego”. Tak, zgoda. Ale takie (!) nic nowego wyjątkowo mnie urzeka i nie wadzi. Bo jest w tym ogromna muzykalność i feeling, a to wartości ponadczasowe.

Zobaczcie jak orzeźwiająco brzmią w tym klipie. Poczekajcie do końca – potrafią też robić brudny hałas:

Live from the Missing Room – Julie Gold’s Candy Cane Tale from Moriarty on Vimeo.

Jeśli „Canned Heat” mnie nie zabije, to nigdy nie umrę.

Styczeń 2, 2011


W czasach prohibicji w Stanach Zjednoczonych, gdy alkohol z przemytu był drogi, byli tacy, którzy radząc sobie spożywali „Canned Heat” – paliwo do kuchenek gazowych, odpowiednik naszego denaturatu.
„Canned Heat Blues” to utwór napisany przez bluesmana Tommy’ego Johnsona, który niestety już w wieku 20-kilku lat był uzależniony od alkoholu.

Crying mama mama mama crying canned heat killing me
B’lieve to my soul Lord it gonna kill me dead.

Canned heat don’t kill me, crying, babe, I’ll never die.

Wykonanie oryginalne Tommy’ego Johnsona z 1928 roku:

Romek Puchowski opowiada o utworze podczas jego wykonywania:

legendarny Marvin Pontiac

Marzec 25, 2009

marvinThe Legendary Marvin Pontiac – Greatest Hits (1999). Płyta wpadła mi w rękę ze trzy miesiące temu gdy przeglądałem płytotekę mojego taty. Zaintrygowała mnie okładka, zaciekawiła owa „legendarność” postaci, o której wcześniej nie słyszałem.

Jako że przed włożeniem płyty do odtwarzacza mam zwyczaj studiowania okładki,  dowiedziałem się że Marvin Pontiac zginął w wypadku samochodowym w 1977 roku podczas pobytu w szpitalu psychiatrycznym, a fotografie muzyka znajdujące się w książeczce zostały wykonane z ukrycia przez innego pacjenta Esmeralda State Mental Institution, niejakiego Nehpetsa Notrota. Z ukrycia, bo Pontiac podtrzymywał plemienną wiarę w to, że gdy robi się komuś zdjęcie, dusza człowieka zostaje ukradziona i przenosi się na fotografię.

Na stronie internetowej wytwórni Strange & Beautiful można zaznajomić się z biografią Marvina Pontiaca. W skrócie – urodzony w roku 1932, jeden z najbardziej „enigmatycznych geniuszy współczesnej muzyki”, syn Malijczyka i Żydówki z Nowego Jorku, do 15-go roku zycia mieszkał w Mali, potem przeniósł się do Ameryki. Nauczył się grać na harmonijce ustnej w latach młodzieńczych, pracował jako hydraulik, prawdopodobnie brał udział w napadzie na bank w 1950 roku, nie chciał nagrywac swoich płyt dopóki właściciel wytwórni nie odwiedził jego domu w Slidell. Są doniesienia, że Jackson Pollock słuchał tylko Pontiaca gdy malował swoje obrazy techniką drippingu. W roku 1970 Pontiac został, jak twierdził, porwany przez kosmitów. Po tym doświadczeniu porzucił muzykę i skupił się na kontaktach z obcymi. Aresztowany za jazdę na rowerze nago, ostatnie lata swojego życia spędził w szpitalu psychiatrycznym.

Płyta składa się z oryginalnych, unikalnych ścieżek nagranych przez Pontiaca na różnych instrumentach (między innymi harmonijka ustna, gitara, klawisze, sitar, banjo) i dogranych przez współczesnych muzyków partii. Zagadką pozostaje śpiew – nazwisko wokalisty nie zostaje wymienione w spisie biorących udział w sesji. Ale brzmi znajomo…

Cała postać Marvina Pontiaca okazała się, jak się dowiedziałem szperając w sieci, kreacją artystyczną twórcy płyty – Johna Lurie (załozyciela The Lounge Lizards,  wytwórni Strange & Beautiful, saksofonisty, aktora znanego z filmów Jarmuscha, malarza).

A więc już wiadomo kto śpiewa (albo czasem – mówi). Pod względem muzycznym płyta waha się od hipnotycznego bluesa, czasem przypominającego malijską wersję tej muzyki w wykonaniu Ali Farka Toure, do klimatów w stylu Talking Heads. Najbardziej jednak słychać brzmienia a la Lounge Lizards (może w trochę mniej jazzowo-awangardowej a bardziej rockowo-awangardowej wersji) – w końcu sam John Lurie stworzył tę płytę. Są momenty oniryczne, jak „Small Car”, drugi utwór na płycie, gdzie do pulsującego i repetytywnego podkładu Lurie recytuje swój tekst.

Słuchanie tej płyty to prawdziwa muzyczna podróż przez różne kierunki, style, jakby skondensowane w jednej, magicznej postaci Marvina Pontiaca. Z jednej strony jest to płyta nowoczesna, na zasadzie oryginalnego łączenia elementów składowych, a z drugiej czuć w każdej sekundzie korzenie muzyki pod postacią starego ludowego bluesa. Płytę zdecydowanie polecam, bo ciężko sie od niej oderwać.

Limbo

Marzec 25, 2009

Zespół poznałem kilka miesięcy temu, po tym jak znalazłem się na solowym występie Michała Augustyniaka (lidera Limbo) w krakowskim Lokatorze. Muzyka nieprzeciętna pod każdym względem. I łatwa i trudna – pozwala się nią cieszyć zarówno odbiorcy niewyedukowanemu muzycznie jak i wyedukowanemu. Oprócz świetnych kompozycji, na koncertach można podziwiać sprawność instrumentalną, warsztat zespołu. A dziewczyny mogą patrzeć na ładnych muzyków – dla każdego coś miłego. Limbo wykonuje piosenki po polsku, plasujące się gdzieś pomiędzy bluesowymi opowieściami, poezją śpiewaną, piosenką autorską. Muzyka jest prosta, ale zagrana z kunsztem – na gitarze, harmonijce ustnej, kontrabasie i bębnach. Tematem tekstów sa popularne motywy, takie jak: dusza, kochanki, miłość, życie. W repertuarze zespołu znajdują się także stare utwory bluesowe np. Roberta Johnsona, jednak są to wyraźnie autorskie interpretacje, jak choćby „If I had possesion over judgement day”.  Mało jest takich oryginalnych i charakterystycznych zespołów grających muzykę popularną w Polsce. I o Limbo powinni się dowiedzieć ci, którzy jeszcze o nich nie słyszeli.

http://www.limbo.com.pl/ – ze strony zespołu można ściągnąć kilka piosenek, a potem kupić debiutancką płytę.  Można też chodzić tłumnie na koncerty, bo zespół dosyć często koncertuje w nie tylko krakowskich knajpach.