Archive for the ‘miejsca’ Category

Niedziela na OFF Festivalu 2013

Sierpień 8, 2013

Postanowiłem napisać subiektywną i dosyć wybiórczą relację z ostatniego dnia tegorocznego OFF’a w Katowicach. Bilet miałem tylko na niedzielę (4.08). Byłem na sporej ilości koncertów ale opiszę tylko kilka…

Pierwszy z wykonawców, których zobaczyłem to Peter J. Birch. Artysta zagrał na Scenie Trojki z zespołem „The River Boat Band” piosenki w stylu rasowego amerykańskiego country. Myślę ze nie kupiłbym płyty Piotra Brzezińskiego (bo tak na prawdę nazywa się ten wokalista i gitarzysta z Wołowa na Dolnym Śląsku) ale zawsze miło posłuchać żywych dźwięków. Posłuchałem więc spod samej sceny kilku piosenek, po czym uznałem że mam dość, że już wszystko o tym wiem i poszedłem sobie gdzieś indziej. Nie mam nic przeciwko country w wykonaniu Polaków, czy country w ogóle, jednak chciałoby się żeby te kompozycje zawierały w sobie coś odważniejszego, odbiegającego od kanonów stylu. Niemniej jednak zespół był świetnie zgrany i brzmiał wyjątkowo dobrze, od głębokiego głosu lidera, hawajskiej gitary slide do sekcji rytmicznej. Koncert należał raczej do stonowanych i spokojnych. Bez większych emocji.

Jednym z zespołów, które chciałem zobaczyć najbardziej było Gówno. Nie znalem ich wcześniej jakoś szczególnie dobrze. Przed tegorocznym Offem słyszałem może ze trzy piosenki. Widziałem na żywo tylko raz, gdzieś na początku ich działalności, ale to była jakaś impreza a nie prawdziwy koncert, wiec nie do końca bylem skupiony na tym co dzieje się na zaimprowizowanej scenie. W offowym Gównie najlepsze było to, ze myślałem że idę na koncert zespołu pastiszowego, a muzyka grupy będzie inteligenckim żartem w stylistyce prymitywnego punk-rocka. Co do stylu grania nie myliłem się, ale dosyć zaskoczony byłem faktem, ze zespól zagrał set piosenek totalnie zaangażowanych i NA SERIO, ujmujących szczerością i prostotą przekazu. Teksty, bardzo inteligentne i nieskomplikowane – trafnie komentowały rzeczywistość. Były ze dwa potknięcia, ale przecież to zespól punkowy nie? Bardzo udany występ.

Japandroids, którzy zebrali pod sceną sporo ludzi zagrali bardzo fajnie, czego się zresztą spodziewałem. Hałasu robią we dwójkę jak kilku gości z gitarami – na plus. To był surowy występ pełen pasji i energii, czyli tego co powinna zawierać rockowa muzyka, tworzona skromnymi środkami.

Liczyłem również na koncert Super Girl & Romantic Boys. Zespół grał obciachowego, plastikowego elektro-disco-casio-rocka, zanim była moda na kicz. Występem na OFF’ie częściowo się zawiodłem, ale nie było źle. Wokalistka stojąca na środku sprawiała wrażenie trochę zakłopotanej i spiętej przez cały czas trwania koncertu. Być może to efekt długiej przerwy od grania na żywo. Ciężko było też zrozumieć teksty, może poza refrenami z powtarzanymi słowami. Nie wiem czy to wina nagłośnienia – może oni po prostu tak śpiewają. Sam koncert jako całość był dla mnie trochę zbyt statyczny, ale i tak było warto stać pod sceną.

Nocny już koncert szwedzkiego Goat na Scenie Leśnej obejrzałem z ogromnym zaciekawieniem. Niesamowita fuzja hendriksowskich gitar, zapętlonych basowych riffów, etnicznych przeszkadzajek i scenicznego szamanizmu. Totalny trans. Do tego „nieskoordynowany”, szalony taniec dwóch frontmanek. Zwykle nie jestem fanem zespołów, które na scenie noszą maski i tego typu bzdety oraz tak mocno stawiają na wizualny aspekt swojego show. Razi mnie, gdy tego typu dodatki nie współgrają z jakością muzyki – podczas koncertu Goat działały fantastycznie, a to dlatego że same dźwięki były najwyższych lotów. Występ był pod każdym względem wyjątkowy i było w nim coś pierwotnego, magicznego. Fantastyczne, masywne brzmienie i niesamowite, wysokie głosy wokalistek. Opisać się tego nie da, więc doświadczcie sami gdy znów nadarzy się okazja! Jeśli etno-trans-hendrix brzmi nieprzekonująco, to sprawdźcie Goat. Przestanie…

O Open Mike’u w Krakowie słów kilka

Marzec 23, 2013

Od dłuższego czasu prowadzę w Krakowie – w trzecią niedzielę każdego miesiąca – w miejscu zwanym Cafe Szafe (na rogu ulic Felicjanek i Małej) imprezę zwaną „Open Mike”, czyli po polsku otwartą scenę muzyczną. Postanowiłem napisać o tym parę słów tutaj. Od paru miesięcy na blogu nie działo się nic, a właśnie dziś poczułem chęć by to zmienić. Temat pojawił się spontanicznie, bo już jutro marcowa edycja Open Mike’a (tym razem wyjątkowo w czwartą niedzielę).

Konwencja imprezy jest bardzo prosta i skuteczna – każdy z chętnych wykonawców przygotowuje trzy utwory i zgłasza się podczas trwania wydarzenia. Można występować solo, w duecie, jako cały zespół. Styl nie ma znaczenia, tak samo jak poziom wykonawczy czy artystyczny. To wolna przestrzeń dla wszystkich: młodych i starych, odkrywczych i wtórnych, dobrych i słabych, modnych i niemodnych. Nikt tego głośno nie ocenia i nie jest to żaden konkurs. Knajpa zapewnia nagłośnienie, mikrofony i scenę, a pierwszych pięciu śmiałków dostaje kupon na darmowe piwo w barze. Na miejscu jest też do dyspozycji najpopularniejszy instrument świata – gitara. Nic odkrywczego, bo imprez tego typu jest na świecie pewnie z milion.

Chętnych jednak przybywa, a poziom imprezy – mam takie wrażenie – ciągle się podnosi.

Historia Open Mike’a w Cafe Szafe trwa już kilka lat. Zaczęło się od Scotii Gilroy, która zorganizowała tam pierwsze tego typu spotkanie – zapewne na wzór takich, które widziała w swoim kraju – Kanadzie. Gdzieś w międzyczasie impreza przeniosła się w inne miejsce w Krakowie i zmienił się prowadzący. Ja postanowiłem reaktywować ją w pierwotnej lokalizacji, około dwa lata temu. Ten drugi Open Mic prowadzi obecnie Philip Soanes, Irlandczyk mieszkający w Krakowie (wokalista i gitarzysta lokalnych zespołów Frank’s Hard Drive i See-Saw). Odbywa się on w przytulnych wnętrzach Kładka Cafe na ulicy Mostowej po drugiej stronie starego Krakowa. Jakiś czas temu dogadaliśmy się z Philipem tak, że on prowadzi swoje wydarzenie w pierwszą niedzielę każdego miesiąca, a ja w trzecią. Dzięki temu wykonawcy mogą przyjść w oba miejsca, a między wydarzeniami pozostają dwa tygodnie przerwy na złapanie oddechu.

Można by pewnie, z odrobiną złej woli powiedzieć, że Open Mike w Cafe Szafe to „towarzystwo wzajemnej adoracji”. Na szczęście (choć stałych bywalców znających się nawzajem jest mnóstwo) nie jest to prawda. Ciągle pojawiają się nowi ludzie, co bardzo mnie cieszy. Sam staram się wprowadzać atmosferę otwartości, aby nowi nie czuli się zdominowani przez tych już na stałe zadomowionych. Co jeszcze? Dla mnie najciekawsze są momenty, gdy pojawiają się instrumenty czy style rzadziej spotykane. Najczęściej – co nie dziwi – widać tu i słychać wykonania typu singer-songwriter z gitarą akustyczną. Pamiętam gdy przy okazji pierwszego Open Mike’a, który prowadziłem udało mi się namówić Szwedów z grupy Osquar Mutter, na przyjście i zagranie kilku numerów. Wtedy był szał, kontrabas, saksofony, puzon…

Ciągle przychodzą też ludzie, którzy jakby się wydawało, etap muzykowania „pokątnego” i „amatorskiego”, mają już za sobą. Mimo to, jednak coś ich tu przyciąga. Dobrym przykładem jest pojawiający się regularnie Holender, Edwin Moes, który ze swoją grupą Teddy Jr. doszedł jakiś czas temu aż do półfinału komercyjnego programu „Must Be The Music” w telewizji. Widziałem tu wiele osób traktujących muzykę hobbystycznie i „po godzinach” jak i takich, co wybrali, bądź chcą wybrać w życiu tę trudną i niewdzięczną, ale jakże pociągającą drogę…

Na Open Mike’u dominuje atmosfera pewnego bałaganu i niedoskonałości. Ludzie czasem mylą się, zapominają tekstów piosenek. Czasem przychodzą ludzie bardzo młodzi i jeszcze „nieoszlifowani”. To wszystko jest wpisane w klimat imprezy, ale myliłby się ten, kto pochopnie stwierdziłby, że Open Mike to miejsce tylko dla początkujących. Przez te kilkanaście edycji, które prowadziłem, słyszałem wielu wykonawców o doskonałym warsztacie i obyciu scenicznym. Pojawia się też sporo obcokrajowców, na stałe zamieszkujących w Krakowie, jak i tych będących w drodze. Z tego powodu staram się imprezę prowadzić dwujęzycznie, aby wszyscy wszystko rozumieli.

Podsumowując – jeśli szukasz miejsca, gdzie możesz w niezobowiązującej atmosferze wystąpić na scenie, Open Mike to doskonała przestrzeń dla ciebie. Trzecia niedziela każdego miesiąca, godz. 19:30, Cafe Szafe na rogu ulic Małej i Felicjanek w Krakowie.