Archive for the ‘technika’ Category

paru ulubionych wokalistów „niepotrafiących śpiewać”

Sierpień 10, 2012

Ponieważ wśród artystów, których cenię pojawiają się tacy, którzy nie są szczególnie obdarzeni warunkami do śpiewania (a mimo to robią to i osiągnęli sukces), postanowiłem stworzyć listę kilku ulubionych w tej kategorii. Niektórzy z nich czasem nie trafiają w nuty, w które chcą trafić. Niektórzy mają „brzydki” głos bądź też nie potrafią utrzymać długiej nuty bez zmiany wysokości dźwięku. Mają ogromną wyobraźnię muzyczną, sięgającą 48 oktaw, ale możliwości w zakresie ledwie dwóch. Pewnie nigdy nie pobierali lekcji śpiewu, co poskutkowało „ściśniętą” barwą. Mimo wszystko są cenionymi artystami, a ich sposób wokalnej ekspresji stał się ich znakiem firmowym.
Wspomnę jeszcze, ze widziałem już w internecie wiele list tego typu, ale w związku z tym że tematyka jest mi szczególnie bliska i miła, postanowiłem dorzucić swoje parę groszy, z przykładami. Lecimy:

Lou Reed
Sam przyznaje się do tego, że nie potrafi śpiewać. Jego maniera polega raczej na mówieniu, niż śpiewaniu. Męczy się i dusi. Na dodatek, jest dosyć kiepskim i „szorstkim” gitarzystą. Co z tego, skoro muzyka, którą pisze i wykonuje jest genialna i ceniona?

Shane MacGowan
Zobaczcie jeden z moich ulubionych klipów pokazujących Shane’a w akcji, z zespołem The Pogues. Te dłuższe dźwięki, jak szorstkie i niestabilne. Jak niestrojące. Na dodatek jest pijakiem i straceńcem. Ale jest dusza, czyż nie? W temacie „dirty old town” moim zdaniem lepiej nie można zaśpiewać.

Iggy Pop
Punkowy etos. Co więcej można powiedzieć? Niestabilne dźwięki, pokrzykiwania. Klasyk. Jego sposób trzymania mikrofonu podczas wykonywania piosenek również nie należy do akademickich. Na dodatek, pewnie pod wpływem narkotyków na początku klipu chyba zapomina tekstu swojego największego przeboju, wydłużając wstęp utworu The Passenger:

Nick Cave
Akurat sam głos Cave’a nie należy do moich ulubionych (w przeciwieństwie do barw głosu trzech powyższych wykonawców, których „ułomny” śpiew po prostu uwielbiam), ale szalenie cenię inne aspekty jego twórczości. Nickowi zdarza się być „out of tune”, i to nierzadko. I co z tego? Nic.

Robert Gawliński
No i akcent polski. Lider Wilków pięknie nie wszedł tu w tonację. Dwa razy. Ale za to jaka ładna piosenka i tekst, z którym się utożsamiam (piszę to na serio):

mała alternatywna lista ulubionych gitarzystów

Sierpień 27, 2010

List najlepszych gitarzystów świata w historii muzyki rockowej powstało setki. Na samej górze pojawiają się w nich zawsze te same nazwiska – Jimi Hendrix, Jimmi Page, Jeff Beck, Eric Clapton, Ritchie Blackmore itd. Jest tam też dużo „wyścigowców” i technicznych „wypierdalaczy” takich jak Steve Vai czy Joe Satriani.

Ja postanowiłem zrobić małą, osobistą listę moich ulubionych gitarzystów. Kolejność jest alfabetyczna, nie jest to żaden ranking.
Muzycy na mojej liście są raczej „twórcami muzyki” niż „gitarzystami” w tym sensie, że choć rzemiosło mają w wysokim stopniu opanowane, nie epatują tym i raczej koncentrują się na pisaniu pięknej muzyki.

1. Oren Bloedow, kompozytor, wokalista, gitarzysta. Nowojorczyk znany głównie z Elysian Fields i La Mar Enfortuna. Rzadko kiedy gra rzeczy „imponujące”. Jego styl jest raczej ukierunkowany na nastrój/emocje, a brzmienie gitar zarówno elektrycznych jak i akustycznych przemawia swoim dostojeństwem i wyrafinowaniem. W jego utworach często pojawiają się nietypowe, posępne harmonie i brudne, niemal „sonicyouth’owe” dźwięki. http://www.myspace.com/orenbloedow.

2. John Fahey – amerykański prymitywista gitary. Nagrywał od końca lat 50. XX wieku. Występował solo na gitarze akustycznej granej techniką fingerstyle. Jego bardzo eklektyczny, minimalistyczny styl łączący natchniony folk, blues, bluegrass, muzykę klasyczną i swobodne, a czasem transowe medytacje zrobił na mnie wrażenie od pierwszego utworu. Absolutnie obowiązkowa pozycja. Jeden człowiek i jeden instrument. Surowe i bezkompromisowe piękno w czystej postaci.

3. Bert Jansch – szkocki muzyk folkowy/bluesowy. Znany głównie jako gitarzysta akustyczny grający techniką fingerstyle, ale także songwriter i wokalista. Od 1965 roku nagrał już przynajmniej 25 płyt. Dobry przykład jego gry to pochodzący z pierwszej płyty utwór „Angie”.

4. Raphael Rogiński. Polak, inicjator projektów Cukunft i Shofar. Gitarzysta, kompozytor, wykształcony jazzowo i klasycznie, ale grający po swojemu. Studiował też etnomuzykologię. Interpretator muzyki żydowskiej, wypracował swój własny język muzyczny. Gra również Bacha. Jakiś czas temu widziałem jego koncert solowy, i było to imponujące, mocno kontemplacyjne widowisko, podczas którego muzyk nie wypowiedział chyba ani jednego słowa do publiczności. Posłuchaj tu.

5. Wojciech Waglewski, twórca Voo Voo. Mój ulubiony polski gitarzysta, samouk. A oprócz tego kompozytor, wokalista, twórca mądrych tekstów. Brzmienia jazzowe gra z rockową energią, a do rockowych piosenek wplata jazzowe harmonie. Jak sam mówi, stara się połączyć najlepsze tradycje muzyki rockowej, jazzowej i muzyki obcych kultur. Tu w duecie z Tomaszem Stańko.

6. Vanya Zhuk. Rosjanin, którego pierwszy raz widziałem na żywo w Alchemii na Festiwalu Kultury Żydowskiej w Krakowie. Gra głównie muzykę klezmerską/rosyjską. Niesamowicie ekspresyjny gitarzysta, grający z bardzo charakterystyczną, wschodnią ornamentacją. Założył zespół Nayekhovichi , który określa jako „Ultimate Klezmer Garage Band”. U Zhuka niemal punkowe uderzenia akordów mieszają się ze śpiewnymi wschodnimi melodiami.

scat

Czerwiec 9, 2009

Dziś będzie o „skacie”. W muzyce „scat” to sposób śpiewania, improwizowania (choć nie tylko) głosem, naśladujący brzmienie instrumentów muzycznych. Śpiewając scatem nie używa się słów, a jedynie dźwiękonaśladowczych sylab, wydobywanych na różnych wysokościach. Technika ta rozwijała się od początków XX wieku, a największą popularność zdobyła w mainstreamowym jazzie. Scat umożliwia wokalistce czy wokaliście swobodę analogiczną do improwizowania na np. instrumencie dętym, według tych samych zasad.

Mistrzynią scatu była wybitna amerykańska wokalistka jazzowa Ella Fitzgerald (1917-1996). Poniżej zamieszczam „One Note Samba” w wykonaniu Elli z 1969 roku. Utwór po prostu idealny jako egzemplifikacja:

Znany i lubiany standard jazzowy zapowiadający epokę swingu „It don’t mean a thing (If it ain’t got that swing)”, autorstwa Duke’a Ellingtona, również w wielu wykonaniach zawiera scat, na przykład w wersji Louisa Armstronga (1:51-1:55):

Dosyć często technika, o której mowa jest używana przez instrumentalistów jako zdublowanie dźwięków wydobywanych z instrumentu. Niestety na youtube nie ma za dużo nagrań Voo Voo, ale mogę podpowiedzieć że Wojtek Waglewski używa scatu w utworze „Odpływ”, na płycie „Trójdźwięki”, grając jednocześnie solo na gitarze w dalszej części utworu.

Chyba wszyscy pamiętamy połowę lat 90., kiedy to na dyskotekach szkolnych i kolonijnych królował pewien hit. John Paul Larkin (1942-1999), bo tak na prawdę nazywał się Scatman, intensywnie wykorzystał technikę scat w muzyce dance (wcześniej grywał jazz w klubach na pianinie). W 1994 roku nagrał on singiel „Scatman (Ski-Ba-Bop-Ba-Dop-Bop)”: