Archive for the ‘utwory’ Category

Trzy „Gymnopédie” Erika Satie

Sierpień 25, 2011

Francuski kompozytor i pianista modernistyczny, prekursor minimalizmu Erik Satie (1866 – 1925) stworzył między innymi trzy kompozycje, które nazwał Gymnopédie. Ponumerował je kolejno 1, 2, oraz 3. Są to miniatury fortepianowe, które miały wpisywać się w filozofię autora zwaną musique d’ameublement, mającej dostarczać muzyki służącej jako tło do czynności życia codzienniego. Musique d’ameublement miała być jeszcze jednym „meblem”, który buduje nastrój lecz nie rozprasza.
Wszystkie trzy utwory są napisane w metrum 3/4, wykonywane w powolnym tempie i krótkie (od 2,5 do 3,5 minuty). Gymnopédie są niezwykle melancholijne i łagodne, chociaż zawierają sporo dysonansów. Opierają się na powtarzanych kilku zaledwie akordach granych w lewej ręce i skromnej melodii. Wszystkie Gymnopédie zawierają wspólny temat, lecz w dosyć mocno różniących się od siebie wariacjach i odcieniach. „Trójka” na przykład, jest jaśniejsza i pogodniejsza od „jedynki”.

Jeśli mam być szczery, to dla mnie twórczość Erika Satie jest przeciwieństwem muzyki tła, wbrew jego własnej koncepcji. Osobiście uważam, że jest to przykład bardzo kontemplacyjnych dźwięków, idealnych na przykład do zasypiania.

Orkiestrowe wersje Gymnopédie zaarananżował inny modernista francuski, Claude Debussy (1862 – 1919), trochę po to, aby pomóc koledze w biedzie i zwrócić uwagę na jego talent.

Reklamy

piosenki o kobietach, odc. 2 – kobiety fatalne

Lipiec 2, 2011

Edvard Munch "Madonna", 1985.

Dziś piosenka o kobiecie, na którą lepiej uważać. Zła, acz pociągająca. Złamie ci serce na pół, to pewne. Zakręci się wokół ciebie aby spowodować twój upadek. Gdy się zaangażujesz, będzie zimna jak lód. Gdy zmądrzejesz, powróci. Będziesz się czuł jak klaun, bo wszyscy wiedzą że jej imię to Femme Fatale a ty… jesteś numerem 37 w jej notatniku. Proszę państwa, jak ona mówi! Jak ona się porusza! Jej imię to Femme Fatale.

Znana piosenka The Velvet Underground została napisana przez Lou Reeda w 1967 roku, na życzenie Andy’ego Warhola. Inspiracją do jej powstania była aktorka, dama salonowa i modelka (znów o modelkach…patrz poprzedni post) Edie Sedgwick, jedna z gwiazd wykreowanych przez twórcę pop-art.

piosenki o kobietach, odc. 1 – modelki

Lipiec 2, 2011

Od pionierów muzyki elektronicznej, kultowej niemieckiej grupy Kraftwerk, rozpocznę cykl wpisów o kobietach.
A raczej o piosenkach, których teksty są o kobietach. Zaczynamy od modelki.

To ona, modelka, wygląda tak dobrze
To zrozumiałe – chciałbym ją zabrać do siebie
Tylko czasem się uśmiecha, gra trudną do zdobycia
Lecz co innego przed obiektywem

Będzie dziś imprezować, ale pije tylko szampana
Prawie wszystkich facetów już zbajerowała
Ciągnie swą grę, oni płacą i płacą
Omamieni jej urokiem

Pozuje do reklam przeróżnych produktów
Przed aparatem daje z siebie wszystko
Widziałem ją na okładce tabloidu
To zrozumiałe – chciałbym ją zabrać do siebie

(tłum. moje, z wersji angielskiej piosenki, powstałej w 1981)

Utwór był często coverowany, m. in. noiserockowa grupa Steve’a Albiniego nagrała „The Model” na płycie „Songs About Fucking” z 1987 roku:

Kolejny odcinek o piosenkach o kobietach już wkrótce, stay tuned.

This is my full time job. And I’m paying to do it. Zmęczony graniem muzyki.

Czerwiec 27, 2011

Ironiczna piosenka kanadyjskiego pieśniarza Mathiasa Koma opowiada historię muzyka zmęczonego realiami grania w klubach. The Burning Hell, bo tak nazywa się zespół Mathiasa, gra melodyjny, piosenkowy indie-folk.

I’m so tired of playing music
I don’t want to play music anymore
I want to work in a bank
I want to work in a store

W tekście pojawiają się takie na przykład ciekawe motywy:

Akustyk narzeka i rzuca złe spojrzenia w kierunku bandu, zespół będący gwiazdą wieczoru ma gdzieś koncert kapeli, która gra przed nimi, i nie kwapi się aby ich posłuchać. Muzycy przebierają się w łazience (pachnącej moczem), bo nie ma garderoby. Nie ma też papieru toaletowego. Nieliczna publiczność jest „dead drunk”, a może po prostu „dead”. Może było za mało plakatów? I gdzie podział się organizator?

Piosenka kończy się wyznaniem:

This is my full time job
And I’m paying to do it

Posłuchajcie:

Jeśli „Canned Heat” mnie nie zabije, to nigdy nie umrę.

Styczeń 2, 2011


W czasach prohibicji w Stanach Zjednoczonych, gdy alkohol z przemytu był drogi, byli tacy, którzy radząc sobie spożywali „Canned Heat” – paliwo do kuchenek gazowych, odpowiednik naszego denaturatu.
„Canned Heat Blues” to utwór napisany przez bluesmana Tommy’ego Johnsona, który niestety już w wieku 20-kilku lat był uzależniony od alkoholu.

Crying mama mama mama crying canned heat killing me
B’lieve to my soul Lord it gonna kill me dead.

Canned heat don’t kill me, crying, babe, I’ll never die.

Wykonanie oryginalne Tommy’ego Johnsona z 1928 roku:

Romek Puchowski opowiada o utworze podczas jego wykonywania:

O tym, co można robić w perfekcyjny dzień…

Czerwiec 15, 2010

…śpiewał Lou Reed. Przepiękną piosenkę „Perfect day” nowojorski rockman (który nie potrafił śpiewać ale robił to wspaniale) napisał w 1972 roku. Znalazła się ona na jego drugiej solowej płycie (po okresie działalności w The Velvet Underground) – „Transformer”.

Piosenka ma niesamowicie proste słowa. W tej prostocie tkwi cała siła jej wyrazu. W perfekcyjny dzień według Lou Reed’a po pierwsze pije się słodkie wino Sangria w parku, z kobietą u boku (nawiasem mówiąc wersja nie do zrealizowania na krakowskich plantach bez obawiania się o mandat), a gdy się ściemni można iść do domu. Można tez odwiedzić Zoo i karmić zwierzęta (wersja również nie do zrealizowania w krakowskim Zoo na Woli Justowskiej). Na pewno trzeba obejrzeć film wieczorem. I do domu.

Oh it’s such a perfect day,
I’m glad I spent it with you.
Oh such a perfect day,
You just keep me hanging on,
You just keep me hanging on.

Wszystkie problemy znikają w perfekcyjny dzień, a bohater tekstu piosenki zapomina o tym kim jest, myśląc że jest kimś lepszym, kimś dobrym – oczywiście – piosenka ma drugie dno. Jeden z internautów tak skomentował jej przesłanie w serwisie youtube:

This song is so utterly depressive. Masterfully used on Transpotting. I guess you need to have been there to understand. But the hints are all around. „You just keep me hanging on” i.e. you are one of the little reasons I pick not to kill myself „I Thought I Was Someone Else, Someone Good.” i.e. thanks for helping me forget for a second the shitty human thing I am.

Wersja oryginalna z albumu „Transformer”:

Wersja na żywo w duecie wokalnym z Elvisem Costello:

Jeszcze inne wykonanie Lou Reeda na żywo (gdzie zmienione zostały nieco słowa piosenki):

3 piosenki o alkoholu

Czerwiec 15, 2010

Alkohol to świetny temat na piosenkę. Jedną z nich zwykł śpiewać słynny irlandzki wirtuoz gitary i wokalista, autor muzyki i tekstów Rory Gallagher (1948 – 1995).
„Too much alcohol” to porywający blues, który opowiada historię człowieka, który poszedł na 31 ulicę po dzban alkoholu. Poprosił cżłowieka, który mu go dawał, aby ten wlał tam trochę wody, lecz on nie zrobił tego. Bohater piosenki pił więc ten „czysty alkohol” („straight alcy”) i poszedł dalej spacerować ulicą. Jego oczy zrobiły się ciężkie i prawie zasnął. W dalszej części utworu Rory wylicza: 91, 92, 93 i tak do 100% alkoholu, który podaje mu barman. „I said make it one hundred per cent and I won’t feel no pain at all”.

Kolejna piosenka pochodzi z repertuaru amerykańskiego zespołu punkowego Dead Kennedys, który działał w latach 1978 – 1986, a nastepnie został reaktywowany w 2001 roku.
„Too drunk to fuck” – tytuł mówi sam za siebie. Ostry tekst opowiada o przygodach uczestnika alkoholowej imprezy, który tańczył całą noc, wypił 16 piw i zaczął bójkę. Po tych wszystkich przygodach był już niestety zbyt pijany aby uprawiać seks z dziewczyną (którą pewnie przypadkowo poznał na opisywanej imprezie). Jego „jedynym zbawieniem” może być tylko to, że nigdy już jej nie zobaczy.
Gdy ukazał się singiel z „Too drunk to fuck” wiele sklepów muzycznych odmawiało jego dystrybucji. Warto też wspomnieć o świetnym coverze tego utworu nagranym przez francuską grupę Nouvelle Vague (dla odmiany ze zmysłowym kobiecym wokalem) – tutaj.

Trzeci utwór, tym razem w języku polskim, napisał Wojtek Waglewski. „Papierosy i gin” zespołu Voo Voo, które oryginalnie ukazały się na płycie „Łobi Jabi” w 1993 roku, mówią o nocnym spleenie towarzyszącym zażywaniu wymienionych w tytule używek. Jednak jest w tym utworze akcent optymistyczny – „I tak dość smutno mi, to wszystko przez noc, to wszystko przez gin. Ale to nic, bo Bóg sprawi, że w postaci twej duch odwiedzi mój sen”. Poniżej wersja z koncertu w Kazimierzu Dolnym, z 1995 roku.

Tango samobójców

Kwiecień 30, 2010

Napiszę dziś kilka słów, po długiej przerwie w ruchu na blogu, o przedwojennym szlagierze. Chodzi o „Tango samobójców”, nostalgiczny utwór napisany przez Jerzego Petersburskiego w 1936 roku. Prawdziwy tytuł tego utworu brzmi jednak „To ostatnia niedziela”. Słowa, wyrażające ostatnie życzenie mężczyzny, skierowane do kobiety gdy ona opuszcza go dla kogoś innego, napisał Zenon Friedwald. Istnieje wiele wersji tego utworu, najbardziej klasyczną pozostaje chyba jednak przedwojenne wykonanie Mieczysława Fogga:

Jednym z tych wykonań, które utkwiły mi głęboko w pamięci (chociaż niestety nie słyszałem go na żywo, a tylko w youtube), jest wersja nowojorskiego zespołu La Mar Enfortuna z koncertu w krakowskiej Synagodze Tempel, który odbył się w ramach Festiwalu Kultury Żydowskiej w Krakowie w 2008 roku:

W tytule klipu jest błąd – utwór nazywa się „To…” a nie „Ta ostatnia niedziela”.
W filmie „Trzy kolory. Biały” Krzysztofa Kieślowskiego, w scenie w metrze, główny bohater, Karol, gra „Ostatnią niedzielę” na grzebieniu, próbując zarobić na bilet powrotny do Polski:

Na koniec odsyłam także do wpisu na blogu o muzyce rosyjskiej, gdzie można poczytać trochę więcej o radzieckiej wersji tego utworu.

Muzyka Komedy

Sierpień 10, 2009

kom9Dziś wpis z cyklu „arcydzieła”. Od czasu do czasu słuchając muzyki mam bowiem odczucie, że w tych kilku minutach dźwięków zawiera się całość ludzkiego doświadczenia czy dramatu. Słuchaniu arcydzieł towarzyszą silne odczucia metafizyczne i doświadczenie czystego piękna, natury rzeczy.

Tak dzieje się słuchając muzyki Krzysztofa Komedy (1931-1969). Twórczość tego prekursora współczesnego jazzu w Polsce to unikalne połączenie nowoczesnej, awangardowej, jazzowej motoryki z najwyższej półki i słowiańskiego liryzmu, ducha. Dźwięki płyną, odnosi się wrażenie że brzmią same, bez obecności muzyków. Muzyka Komedy jest zimna i nieobecna, ale pełna uczuć zarazem. Jest precyzyjna i w większości nieimprowizowana.

Za przykład posłuży mi jeden tylko utwór (bo ma być przecież o kwintesencji), który uważam osobiście za jeden z najwybitniejszych.

Tutaj można go posłuchać. Nosi tytuł „Po katastrofie”.

Formalnie, ma w sobie wszystkie flagowe cechy twórczości Komedy – pierwszeństwo budowania nastroju nad technicznymi popisami, repetytywność, użycie niewielu dźwięków do budowy tematów, unisonowe partie dęte, częste użycie skal modalnych, rytmiczne podziały trójkowe, zmiany rytmu w obrębie utworu.

A emocjonalnie, również – jest to świetna egzemplifikacja wrażliwości tego wybitnego kompozytora i pianisty.

o ludzkiej naturze

Czerwiec 26, 2009

michael jacksonW związku ze śmiercią Michaela Jacksona (1958-2009) przyszło mi do głowy napisać o wersji piosenki „Human Nature” w wykonaniu Milesa Davisa (1926 – 1991). Przy okazji niech ten post będzie takim „tribute” dla Króla Popu.

Piosenka „Human Nature” znalazła się na szóstym solowym albumie Jacksona, „Thriller”, wydanym w 1982 roku. Skomponowana przez Steve’a Porcaro i Johna Bettisa, jako ostatnia weszła na listę piosenek na płycie, wygrywając z „Carousel”, która ostatecznie nie znalazła się na albumie. Utwór jest zachowany w stylistyce miękkiego, balladowego R’n’B. Osiągnął spory sukces komercyjny – znalazł się na 7 miejscu listy Billboardu.

miles_davis_1W 1985 roku Miles Davis wydał album „You Are Under Arrest”, na którym zawarł swoją, instrumentalną interpretację utworu Jacksona. Grał również ten utwór na żywo, co można usłyszeć na składance koncertowej „Live Around The World” (wydana w 1996 r.). Miles generalnie bardzo często był krytykowany za wchodzenie w jazzowe kolaboracje z muzyką rockową w latach 80., a co dopiero z popem! Konserwatywni jazzmani nie byli w stanie zaakceptować takiej stylistyki.

Tak więc wielki M.J. kontra wielki M.D. :